O autorze
Tu: bloger (In Blog We Trust…). Tam: menedżer, konsultant marketingu i PR. Niedawno: pierwszy restaurator dworców kolejowych, szef PKP Intercity (wg. Forbes’a: w dziesiątce najlepszych menedżerów spółek Skarbu Państwa). Dawniej: autor kampanii wyborczych i marketingowych (niech piekła pochłoną Palikota), twórca Kalendarza Szalonego Małolata, wydawca, dziennikarz, laureat konkursów reporterskich. Zawsze: niepokorny duch, zwolennik Partii Moralnego Niepokoju (w budowie) i wyznawca win z Toskanii. Do tego: fotograf, ojciec dyrektor platformy Bloghouse.pl
www.przesluga.pl

Sen wariata. 10.000 zmian w rozkładzie jazdy!

Żaden lukier, którym polewa się teraz Pendolino, nie zmieni obrazu kolei.

Byłem, jestem i pozostanę fanem szybkich pociągów w Polsce, jako jednego z kilku istotnych czynników cywilizacyjnych. Przyjazd Pendolino fetuję razem z innymi kolejarzami, zwłaszcza z tą grupą pracowników PKP Intercity, od których marzeń wszystko się zaczęło. Ale przestrzegam przed tromtadracją, kolej czeka jeszcze wiele bitew i to na mizernie małych poletkach.



Mamy pierwszy szybki pociąg, osobliwie jednak – nie mamy prawdziwie szybkich torów. Mamy wolę zapłacenia za kolejnych 19 składów, ale ciągle – nie mamy pieniędzy. Znamy już cenę najtańszych biletów, która będzie obowiązywała od grudnia 2014 roku, ale jeszcze nie wiemy w jakich relacjach… Mamy zamiar wypuścić na Centralną Magistralę Kolejową skład za składem, ale na razie wiemy jedynie tyle, że przejazd pierwszego z nich zeżre energię trakcyjną dostępną na całej linii. Każdy inny pociąg będzie musiał zatrzymać swój bieg, o ile energetycy nie zdążą z budową sieci…

Wiem, że są to problemy do rozwiązania i jak znam starych kolejarzy i energetyków – nowi ciągle są na etapie „analiz systemowych” – to akurat oni gotowi są zrobić wszystko, żeby Pendolino jednak pojechało. Minister Andrzej Massel przytomnie zauważył, że włoskie cacko nie przykryje realnych problemów kolei. Słusznie. Dodajmy: zarówno tych w skali makro, jak i tych, które są tak nikczemnie małe, że wstyd o nich mówić.

We Wrocławiu stoi na torach jedna dwudziesta ponaddwumiliardowej inwestycji. Mieszkaniec wsi Szlachta w Pomorskiem, który planuje wrześniowy wyjazd koleją do nieodległego Wierzchucina, też ma problem z nadmiarem bogactwa: dwa rozbieżne rozkłady jazdy... Jedno źródło (rozklad.pkp.pl) podaje, że jego pociąg pojedzie codziennie o 16.30. Drugie, tak samo ważne (PKP PLK), że tylko w soboty…

Te pozornie drobne grzechy rozkładają wszelkie marzenia o wielkiej, sprawnej kolei. I jak we śnie wariata, układają się w szaloną całość:

Proszę dobrze usiąść i trzymać się krzeseł: w pierwszym półroczu 2013 roku PKP Intercity otrzymało od PKP PLK ponad 10 tysięcy zmian do własnych rozkładów jazdy, które obejmowały grupę 300-330 pociągów!

Jak zbudować ofertę dla podróżnych i dotrzymać słowa? Odpowiedź jest taka: nie można zbudować oferty i dotrzymać słowa. To jest niewykonalne.

Dziś niemal każdy z kolejowych przewoźników jedzie na oparach wiarygodności. Przez ostatnie lata samo PKP Intercity straciło kilkanaście milionów pasażerów. Straciło, ponieważ rozkład jazdy pociągów stał się kompletnie bezwartościowym świstkiem papieru. Ponieważ wszystko w nim jest lub może być względne, ruchome, nieważne. Ponieważ nie można – wzorem kolei niemieckich – ułożyć sztywnego harmonogramu prac inwestycyjnych na rok do przodu. Ponieważ trzeba i można bezkarnie robić sobie jaja z pasażerów.

Są grzechy wielkie i są małe. Ktoś uparł się, że można tworzyć budowlaną prowizorkę (pardon: modernizować!) na linii Warszawa-Trójmiasto przez całą dekadę i zamiast całkowicie ją wyłączyć, a pracom poświęcić trzy zmiany w każdej dobie, latami utrzymuje się stały, powolny ruch pociągów. Jeżdżą – tylko najwytrwalsi. Giganci postępu w ten sam sposób zmasakrowali potoki pasażerskie na trasie z Katowic w stronę Krakowa i Tarnowa. Na odcinku Szlachta-Wierzchucin ruch masakruje pospolite niedbalstwo…

Takich odcinków są setki. Takich zgubionych szans, zapomnianych inicjatyw i wzruszeń ramion jest mnóstwo.

Ktoś na stacji Kołobrzeg zapomniał, że uruchomienie baru z kebabem w otwartej przestrzeni dworca przepełni ją smrodem mięcha i starego oleju. I przepełnia. Ktoś na nowym dworcu w Poznaniu zapomniał, od roku, że szkło elewacji jednak się myje. Ktoś zostawił pasażerów w otwartym polu przy 40-stopniowym upale, bez wody i ze słabą nadzieją na odjazd. Ktoś inny wypuszcza na trasę wagony z otwartymi na stałe drzwiami. Tu bałagan, tam groźba strajku, tu „jakoś to będzie”, tam „nie da się”…

Żaden lukier, którym polewa się teraz Pendolino nie zmieni obrazu kolei. Dziesięć tysięcy zmian w rozkładzie jazdy – w sześć miesięcy! To jest dopiero postęp! Tu bijmy brawo! To jest nasz Dreamliner.
Trwa ładowanie komentarzy...