Najpierw Ygrekiem pochwalił się premier w swoim expose, co mogło znaczyć i znaczyło: mamy ważny cel modernizacyjny przybliżający Polskę do Europy. Potem rząd w swoich strategiach i uchwałach przyjął tę koncepcję, a następnie polecił ministrowi Grabarczykowi jej realizację. Można się zżymać z powodu faktu, że nie powołano do tego celu spółki celowej, dając projekt kolejarzom z Polskich Linii Kolejowych, można narzekać, że nie szukano zbyt intensywnie zewnętrznych źródeł finansowania, ale OK, prace przygotowawcze ruszyły.
I trwały aż do grudnia 2011 roku… Jednym kiwnięciem ministerialnego palca, bez dokonania analiz i bez rządowych uchwał wstrzymał je Sławomir Nowak. Państwa polskiego nie stać na takie wielkie inwestycje – usłyszeliśmy. Kiedy projekt ruszy ponownie? Nikt tego nie wie.
Wysłuchałem właśnie wystąpienia ministra spraw zagranicznych, który zapowiedział modernizację sił zbrojnych. Kupimy łodzie podwodne, śmigłowce, wozy bojowe, samoloty bezzałogowe, system obrony powietrznej, a wszystko to będzie latało, pływało i jeździło w perspektywie kilku najbliższych lat. Koszt? 140 miliardów złotych.
„Modernizacja armii to priorytet” – padło zdanie. A modernizacja państwa, jego infrastruktury technicznej? Czym jest?
Nie usłyszałem listy zagrożeń, które sprawiają, że musimy się zbroić tak systematycznie i tak drogo. Przeciwnie – usłyszałem listę pochwał pod adresem naszej polityki współpracy niemal z każdym państwem na świecie. Wiem też, że budżet MON jest gwarantowany ustawą, ale sam sobie na wiatr rzucam pytanie – stać nas na taki wydatek?
Mamy potrzebę i priorytet posiadania samolotów bezzałogowych i łodzi podwodnych. Kupujemy gadżety bojowe do walki z wyimaginowanym wrogiem, a przez dwie dekady nie możemy zaplanować i zbudować choćby jednej nowoczesnej linii kolejowej... Zgłaszamy chęć budowania tarczy rakietowej zamiast konieczności ucywilizowania kolei, by tak jak w całej Europie dojechać pociągiem do odległych miast w dwie godziny, a nie w dziesięć. Gdybyż jeszcze szybkimi łodziami podwodnymi dało się w czasach pokoju obsłużyć choćby relację Gdańsk-Szczecin... Byłaby to jakaś ulga dla pasażerów.
Gdy polski minister transportu mówi, że nas nie stać, a szef kolei ogłasza rewolucyjną tezę, że budowanie nowych linii jest całkowicie nieopłacalne, rząd Wielkiej Brytanii - zapewne bezmyślnie - daje zielone światło budowie szybkiej kolei z Londynu na północ wyspy. Pociągi pojadą z prędkością 400 km/h, najszybciej w Europie. Inwestycja stworzy 9000 miejsc pracy, a każdy funt zainwestowany w "High Sped-2" przyniesie 2 tysiące funtów korzyści ekonomicznych...Pierwszą fazę projektu chcą zrealizować do 2026 roku.
Czy w Polsce istnieją projekty infrastrukturalne planowane w takim horyzoncie i tak konsekwentnie wdrażane? Czy jest choćby jeden projekt kolejowy, który ma rzeczywiste, cywilizacyjne znaczenie? Dlaczego nie potrafimy z równym rozmachem jak zakupy sprzętu bojowego planować inwestycji, których publiczna wartość dorównuje wymogom obronności?
Na co nas właściwie stać?
